Pokój z widokiem

Tekst: Małgorzata Czyńska

Pejzaże Adama Patrzyka dla wielu z nas są jak wspomnienia z podróży. „Ludzie patrzą na obrazy i odnajdują w nich miejsca, w których byli – wyjaśnia artysta – Mówią: to przecież ulice w Padwie, domy w Sienie, plac w Jerozolimie”. Bawi go to, bo tak naprawdę wszystkie pejzaże są wymyślone - Adam nie przepada za podróżami, najlepiej czuje się w rodzinnej Częstochowie, w swojej pracowni. Nie ma komputera, nawet telefon komórkowy odbiera niechętnie.

Adam Patrzyk Adam Patrzyk Adam Patrzyk

Na jego obrazach nie ma ludzi – ulice, wnętrza domów przypominają scenografie teatralne. Adam maluje puste place, biblioteki zastawione od podłogi po sufit półkami z książkami, pokoje z porzuconymi instrumentami muzycznymi. Nie wiadomo, gdzie są mieszkańcy tych miast i domów, kiedy je opuścili i czy w ogóle wrócą. Patrząc na obrazy Patrzyka zaczynamy się zastanawiać na kruchością naszego życia, nad tajemnicą upływu czasu, trwaniem i przemijaniem.

„Pod koniec studiów zacząłem malować proste wnętrza, schematyczne drzwi i okna – skupiałem się na symbolicznym znaczeniu wejścia i wyjścia – opowiada - Obrazy były ascetyczne, prawie abstrakcyjne, przeważał kolor czerwony. Od tego czasu pogłębiam ten schemat, to się rozwija, obraz stał się bardziej przestrzenny. Najpierw ważny był tylko motyw wejścia i wyjścia, ale w perspektywie zaczęły pojawiać się wnętrza – najpierw puste, potem zacząłem je meblować, dodawać nowe elementy. Pojawiły się regały pełne książek, okiennice (pewnie dlatego ludziom kojarzy się to z włoskimi miasteczkami, a ja nawet nigdy nie byłem we Włoszech!). W tle często widać pejzaż – zachód słońca, drzewo, kawałek nieba”.

Pracownia Adama Patrzyka też jest jak „pokój z widokiem” – tyle tylko, że zamiast włoskiego palazzo czy tajemniczego ogrodu widać zwyczajny kilkupiętrowy dom. Dopiero na jego obrazach odrapana fasada i szeregi okien nabierają niepokojącego piękna.

Adam Patrzyk Adam Patrzyk Adam Patrzyk

W pracowni zwykle stoi kilka obrazów, nad którymi akurat pracuje. To konieczność, bo Adam maluje bardzo powoli, fakturalnie, powierzchnia płótna przypomina jubilerską robotę. „Długo pracuję nad każdym obrazem, choćby ze względów technologicznych. Farba olejna schnie kilka dni, czasami nawet tydzień – kładę jedną warstwę i czekam. Muszę więc malować jednocześnie kilka obrazów, bo inaczej umarłbym z nudów” mówi. Używa zaledwie kilku kolorów ale efekt jest bogaty, niemal barokowy. Najważniejsza jest zawsze czerwień.„Wielu malarzy uważa, że czerwień powinna być tylko elementem kompozycji, że jest za mocna – tłumaczy Adam - A u mnie czerwień dominuje. Uwielbiam też brąz van Dycka – kładę go po stronie cienia, a po stronie światła właśnie mocną czerwień i różne jej gradacje. Czasami robię małe odstępstwo i wtedy światło to żółć”.

Adam Patrzyk Adam Patrzyk Adam Patrzyk

Adam nie wyklucza, że może kiedyś na jego obrazach pojawią się ludzie. Ale jeszcze nie teraz. Do nowych pomysłów dojrzewa powoli – ostatnio, po dwudziestu latach mieszkania przy ruchliwym skrzyżowaniu dostrzegł piękno mijających się ze zgrzytem tramwajów i zaczął je malować. Może też przełamie swoją naturę domatora i wybierze się w podróż – chciałby zobaczyć Nowy Jork, porównać wymyślony Manhattan, który maluje z tym prawdziwym.



Wybrane prace

zobacz wszystkie