Nagie skupienie

Tomasz Jastrun Tekst: Tomasz Jastrun

Piszemy o malarce nieprzyzwoicie młodej, a talent i młodość w sztuce to zawsze niepokojące połączenie. Zbyt czułe zajmowanie się młodym artystą może być dla niego niebezpieczne. Taki jest powszechny sąd, a powszechne sądy czasami bywają trafne.

Jeśli więc o tym malarstwie ośmielam się pisać, to jedynie dlatego, że Aleksandra Waliszewska mimo młodego wieku wydaje się wyjątkowo odporna tak na pochwały, jak i na nagany. Jest w tej sztuce zaskakująco dojrzałej siła i determinacja, która mówi ona swoje wie i zawsze będzie iść własną drogą. Ten upór jest wyczuwalny w tworzonych przez nią obrazach i w rysunkach.

Aleksandra Waliszewska

Sztuka Waliszewskiej ma w sobie siłę koncentracji, obraz zawsze zmierza ku swemu wnętrzu. Może z powodu tego skupienia okna jej świata zwykle nie otwierają wielkich przestrzeni. Bywają małym obrazem w obrazie, a chociaż ściany pokoju czujemy zwykle w pobliżu, nie przytłaczają nas. Znajduję w tym malarstwie paradoksy: jest zamknięcie i otwarcie, lęk i odwaga, nieśmiałość i determinacja, i pewne poczucie winy wobec świata. Oczy portretów są czasami wyraźne, ale równie często nie widzimy ich barwy, są jak szczeliny, przez które ktoś z ukrycia nas podgląda, podobnie jak przez usta, które bywają półotwarte. Jedno oko wydaje się bez blasku, lekko przymrużone, niepewne, a to powoduje, że część twarzy bywa delikatnie zdeformowana lub zamglona. Nawet mała deformacja tak kruchego naczynia jak twarz człowieka budzi niepokój. Ów niepokój jest jednak pod pełną kontrolą i staje się jednym ze znaków tego malarstwa.

Skupienie, o którym już pisałem, wzmocnione jest przez mały format prac. Jakby tylko tyle mieściło się pod powiększającym szkłem artystki: ludzki owad, który nie jest brzydki ani piękny, po prostu jest. Nie przypadkiem jednak te obrazy, w rzeczywistości małe, na fotografiach sprawiają wrażenie obszernych. Zapewne dzięki wyczuciu proporcji i odwadze zestawiania dużych elementów z małymi.

Aleksandra Waliszewska

Wiele jest w malarstwie Waliszewskiej autoportretów, w tym sporo własnych aktów; wdzięczne pole dla rozważań psychologicznych. Ale to może być mylący trop. Kto wie, czy nie maluje przede wszystkim siebie, gdyż jedynie siebie ma pod ręką? Pewne jest tylko, że malarkę interesuje nagość, to jest zresztą odwieczna tradycja malarstwa. Jest w tych autoaktach Waliszewskiej zdziwienie sobą - nie do wiary, to jestem ja, ta młoda kobieta, niepojętym przypadkiem obdarzona ciałem? Nawet jeśli to ciało może interesować mężczyzn, malarka nie daje poznać po sobie, że o tym wie i że to z kolei ją interesuje. Chociaż jest młoda i zgrabna, unika kokieterii, wydaje się być bezlitosna dla siebie, raczej „zbrzydza” siebie, niż upiększa. Jest konsekwentnie zdziwiona sobą, swoją twarzą, a także nagością. Imponuje, jak młoda artystka potrafi subtelnie oddawać fakturę i barwy ciała. Ale jej nagość jest aseksualna, ciało młodej, ładnej dziewczyny jest tylko ilustracją człowieczego losu, z naszą ucywilizowaną jaskinią, czyli z mieszkaniem w tle.

Zwierzęcość człowieka bywa ukryta, ale jest też ujawniana. Nawet łagodność na tych obrazach jest podszyta drapieżnością. Tylko na jednym obrazie malarka zdecydowała się zejść w mrok naszej pieczary. Namalowała swojego zwierzęcego odpowiednika, zanurzoną w mroku sylwetkę ludzko-zwierzęcą, prawie na czworakach, z wysuniętą ręką-łapą.

Aleksandra Waliszewska

Nagi człowiek obnaża ubranie pokoju. Pokój ze swoimi detalami, które nie są przedstawione czule, a raczej w pośpiechu, tak jak omiatamy je na co dzień wzrokiem. Malując siebie, artystka zdaje się mówić jak filozof: „ja to ktoś inny". Czyli - jestem zagadką zarówno dla siebie, jak i dla innych. Człowiek na tych obrazach jest zawsze sam na sam ze sobą. Można powiedzieć, że ta wielka samotność jest wyrokiem wydanym przez los na każdego z nas. W obrazach widoczna jest wiedza świadoma lub intuicyjna tej ostatecznej, człowieczej Samotności. Wyczuwam w wielu twarzach jej portretów lęk, paradoksalnie połączony z odwagą, a odwaga to przecież jedynie przezwyciężony lęk - nie może być odważny ten, kto się nie boi. Jest więc w tej sztuce wyzwanie i wołanie wobec świata: ja nie dam się zjeść.

W rysunkach malarki jest pewna niedbałość, ale to pozorna bylejakość artysty, który ma pewną rękę i wie, że to, co nie w pełni ukończone, bywa ciekawsze od starannego wykonania. W końcu jak pisarza poznaje się po jednym zdaniu, tak po jednej kresce poznać można malarza. Waliszewska ma już swoją kreskę i swoją przestrzeń malarską. Niedbałość jest więc pozorna, prawdziwa jest pewność.

Aleksandra Waliszewska

Czesław Miłosz pisał kiedyś o swoim niepokoju, Tkanina języka stale ma skłonność do odklejania się od rzeczywistości, i nasze wysiłki, żeby je skleić, są przeważnie daremne, choć - czujemy to - absolutnie konieczne. W przypadku malarstwa Waliszewskiej czuję bezradność wobec rzeczywistości, którą jakimś cudem udało jej się oderwać od słów, a teraz ja "absolutnie koniecznie", chociaż zapewne nadaremno, czuję potrzebę, by przykleić do niej słowa.

Kiedy jest się bezradnym w opisie sztuki, najłatwiej jest mówić o powinowactwach. Jeśli już musimy o nich mówić, to wszędzie tam, gdzie z rzadka pojawia się u Waliszewskiej krajobraz czy bardziej obszerne wnętrze, przypomina się malarstwo metafizyczne, choćby obrazy de Chirico, w innych pracach jest znak admiracji malarstwa Balthusa. Wspominam o tych powinowactwach tylko z obowiązku, bo naprawdę ważna jest oryginalność artystki. Waliszewska stworzyła już własny świat, gdzie wielka tradycja malarstwa realistycznego spotyka się z malarstwem niefiguratywnym. Ona opowiada się za tym pierwszym, ale jest świadoma doświadczeń tego drugiego. To znak, że co najlepsze w malarstwie najmłodszego pokolenia, mimo wszystko i wbrew temu, co dzisiaj cenią najbardziej krytycy, wraca do swoich źródeł.

Aleksandra Waliszewska

Za kilka lat może się jednak okazać, że odbity w małym podręcznym lusterku świat już nie wystarcza malarce, i że już nie mieści się w małym ramach jej obrazów. I że oprócz twarzy i ciała, a także niewielkiego pokoju, są jeszcze krajobrazy, choćby łąki, niebo, las i dżungla miasta. Jest kilka obrazów, które pokazują, że ona ten świat widzi, i że potrafi go dotknąć pędzlem. Ale na razie woli, by ten pędzel był jednym z rekwizytów jej autoportretów, choćby tego, gdzie zamiast dłonią to nim właśnie podpiera swoją brodę, w bardzo malarskim zamyśleniu.

Waliszewska stoi na progu. Nikt nie wie, czy wyruszy naprzód, czy będzie drążyć miejsce, w którym jest właśnie teraz. Wiadomo tylko, że skoro tak maluje, jak maluje, nie może już się cofnąć, zamalowała sobie szczelnie drogę odwrotu. A każda z dwóch możliwości wydaje się interesująca i ryzykowna zarazem, jak podróż, jak życie. Waliszewska nie miała zbyt wiele czasu, ale zdążyła stworzyć własny świat, intrygujący i rozpoznawalny w każdym fragmencie malarskiej materii. Czy można wymagać więcej od młodego artysty?



Wybrane prace

    • Self-portrait in red shirt

      • Medium: Guache on paper
      • Size: 50 x 60 centimeters
      • Price: PLN 3500

    zobacz obraz

    • Before horse riding

      • Medium: Oil on Panel
      • Size: 72 x 44 centimeters
      • Price: PLN 8500

    zobacz obraz

zobacz wszystkie