Prace na papierze - komentarz autorki
Boss (Boss), 2024, 26 x 29,6 cm, akryl na papierze.
Duża część moich prac to zapis pamięci o miejscach, które znikną. Sklepik na Placu Konfederacji (Bielany, Warszawa) dziś już wygląda nieco inaczej. Obok Antykwariat U Kuby. Niestety nie było mi dane go zwiedzić.
Maluję traktując własne zdjęcia jak szkice. Nie lubię rysować w naturze, bo jestem nieśmiała i od razu ktoś podchodzi, o coś pyta. Wolę zrobić zdjęcie i na jego podstawie zrobić sobie szkice w domu.
Clearing (Polana), 2024, 28,7 x 42 cm, akryl na papierze.
Kolejna praca inspirowana Japonią. Brama torii ukryta jest w cieniu ściany lasu. Polanę oświetla słońce. W Japonii torii symbolizuje przejście od „świata skończonego” – fizycznego świata ziemskiego, którego końcem jest śmierć, do „świata nieskończonego” będącego światem kami (bogów). Torii jest stawiane tam, gdzie może mieszkać kami, a więc nie są rzadkością torii stojące w wodzie, na przybrzeżnych skałach lub w przydomowym ogrodzie – w miejscach szczególnych dla shintō (za Wikipedią). Anubis w tym kontekście nabiera nowego znaczenia.
In The Middle of Nowhere (Gdzieś, nie wiadomo gdzie), 2024, 28,7 x 42 cm, akryl na papierze.
Pojechałam tego lata do Szczebrzeszyna, miejsca dla mnie bardzo ważnego. Ostatni raz byłam tam kilka lat temu, dużo się pozmieniało. Siostra powiedziała mi, że jest nowy przystanek kolejowy, w innym miejscu. Stacja Szczebrzeszyn nigdy nie była duża, ot drewniany domek z jedną izbą, małym okienkiem kasowym i piecem kaflowym, dwie drewniane ławki. Z tyłu zabudowania, dużo więcej infrastruktury przeładunkowej, w pobliżu kilka domków, ale wszystko to w sporym oddaleniu od miasteczka. Dziś to wszystko zostało zredukowane do nowoczesnego przystanku w środku łąki, na przecięciu z “Białą drogą” prowadzącą na urokliwą Brodzką Górę.
Wysiadłam na lśniącym od nowości przystanku, światło z nowych latarni budowało mocną granicę pomiędzy platformą a otoczeniem. Pachniało łąką. Wokół ani żywej duszy. Pociąg odjechał, a ja czułam się jakbym wylądowała na obcej planecie.
Społem, 2024, 28,7 x 42 cm, akryl na papierze.
Jestem dzieckiem czasów komunizmu. Czasów w których zbieractwo i łowiectwo było podstawą przetrwania. Przełom lat 70 i 80 był straszny dla dorosłych w moim otoczeniu, dla mnie zaś było to po prostu dzieciństwo. Nostalgia blokowisk, osiedlowych sklepów, kiosków ruchu jest mi bliska. Lubię malować to, co pamiętam z zimowych dni, w których zmierzch zapadał wcześniej, a śnieg obiecująco pokrywał lokalne saneczkowe górki. Światło jarzeniowych latarni dobrze mi się kojarzy. Podobnie jak zaglądanie do rozświetlonych okien. To czas sprzed nadejścia lęku, który łączy się z głębszym rozumieniem życia. Czas w którym ktoś trzymał mnie mocno za rękę i prowadził do domu.
What's in the bag? (Co się kryje w tej torbie?), 2024, 28,7 x 42 cm, akryl na papierze.
Bardzo lubię psy. Wzrusza mnie ich uważność na nas i wszystko co dookoła. Mój pies, dawno temu, szczekał na fale kiedy zobaczył je po raz pierwszy. Często maluję Anubisa w towarzystwie psiego przyjaciela. Kto miał psa i go stracił zrozumie. Lubię myśleć, że gdzieś tam Jagoda dalej szczeka na fale i kolekcjonuje patyki.
Foggy, 2024, 29,7 x 32,5 cm, akryl na papierze.
Praca namalowana na podstawie zdjęcia autorstwa UAX, nigeryjskiego muzyka tworzącego w nurcie R&B, prywatnie - fana serii z Anubisem. Seyi jest artystą wszechstronnym, interesuje się sztukami wizualnymi, robi bardzo fajne zdjęcia. Nie miał nic przeciwko, bym namalowała pracę na podstawie jednego z nich. Poranna mgła w Lagos tworzy tajemniczą aurę.
Haunted Gas Station (Nawiedzona stacja paliw), 2024, 29,5 x 29,5 cm, akryl na papierze.
Kolejna praca z serii z Anubisem z motywem yōkai. Moja droga do świata yōkai wiodła przez popkulturę. Fascynowała mnie GeGeGe no Kitarō, seria znakomitego mangaki Shigeru Mizuki stworzona w latach 60 ubiegłego wieku, spopularyzowała ona yōkai i nadała wielu stworom, dotychczas żyjącym wyłącznie w podaniach ustnych, konkretną formę. Wielki wpływ na moją wyobraźnię wywarł swoją twórczością Hayao Miyazaki, współzałożyciel Studio Ghibli, słynnego z wielu filmów anime, między innymi “W Krainie Bogów”.
Mały demon który je loda na stacji paliw jest nawiązaniem do estetyki filmów Miyazakiego. Warto zabierać swoje demony na lody, raz na jakiś czas.
Seichi Ichiyo, 2024, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Góra Togakushi jest dla Japończyków święta, według legend żyli tu yamabushi, tajemniczy asceci. To miejsce - Zuijinmon, które znam wyłącznie ze zdjęć mojego przyjaciela, Arasha Ebrahimi pojawia się regularnie w moich pracach. Brama Zuijinmon powraca do mnie jak w powtarzających się snach. Jest dziwnie zrośnięta z moją pamięcią, czuję się jakbym tam kiedyś fizycznie była.
Do świątyni Tokagushi prowadzi aleja porośnięta gigantycznymi cedrami, mówią, że to moc miejsca sprawiła, że wyrosły właśnie tak wielkie.
Somewhere in Poland (Gdzieś w Polsce), 2024, 29,5 x 29,5 cm, akryl na papierze.
Projekt Riese (z niemieckiego: olbrzym) to kryptonim największego projektu górniczo-budowlanego nazistowskich Niemiec, rozpoczętego i niedokończonego w Górach Sowich oraz na zamku Książ i pod nim w latach 1943–1945. Miała to być jedna z kwater głównych Adolfa Hitlera. Dolny Śląsk ma wiele tajemnic, ale Projekt Riese jest najbardziej przerażającą z nich. Zwiedzanie poniemieckich sztolni przygnębiło mnie na równi ze zwiedzaniem Auschwitz-Birkenau, być może dlatego, że zorganizowanym grupom, wpuszczanym do mrocznych wnętrz Włodarza towarzyszy bardziej duch przygody niż refleksji.
Po wyjściu na powierzchnię odczułam ulgę. Wojna przeraża mnie, nie tylko ze względu na zniszczenia, które ze sobą niesie, co ze względu na ślad na ludzkiej duszy, który zostawia na całe pokolenia, czy sobie zdajemy z tego sprawę czy nie. Na zewnątrz dalej rosną drzewa, kwitną zioła.
Lonely (Samotny), 2024, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Często jesteśmy sami, ale nigdy naprawdę samotni. Trzeba o tym pamiętać i o tym jest ta praca.
Zielona, 2024, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Dziecko w stroju krakowskim to ja, a miejsce to Lasek Wolski. Tytuł pracy pochodzi od tytułu pieśni ludowej, którą usłyszałam w pięknej interpretacji Beli Komoszyńskiej.
On The Way To Work (Po drodze do pracy), 2024, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Miałam taki okres w życiu, że chodziłam do tzw. normalnej pracy. To miejsce, widoczne na obrazku już nie istnieje - teraz stoją tam nowe bloki. Wielokrotnie czekałam przy tym przejeździe kolejowym aż podniosą się zapory i będę mogła się przedostać na drugą stronę torów. W budynku nastawni często paliło się światło, widoczne dobrze w porannej szarudze. Mijając to miejsce zawsze zastanawiałam się jak wygląda pokój dróżnika.
Cold Summer Evening (Chłodny letni wieczór), 2024 22 x 22 cm, akryl na papierze.
Powrót do Szczebrzeszyna i motywu z kioskiem. Będę jeszcze do niego wracać wielokrotnie. Kiosk znajdował się przy rynku, nieopodal kościoła. Już nie istnieje, rzecz jasna. Podobnie jak piękne drzewa, trawniki i różane rabaty. Wszystko wycięte w pień. Niektórzy mieszkańcy Szczebrzeszyna są po tej miejskiej zieleni w żałobie jak po stracie bliskich. Jestem wśród nich i ja, ale żałuję też kiosku. Kupowałam w nim gazetki i komiksy, był skarbnicą fajnych, małych przedmiotów mojego pożądania. Rozświetlał noc, latem i zimą. Nieodżałowany element krajobrazu dzieciństwa.
The Scent of Cologne (Ten zapach wody kolońskiej), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Miejsce jest prawdziwe, salon barberski przyczajony w jednej ze starszych uliczek miasta New Jersey. Podobnie jak mural widniejący na jego ścianie. Jego autorem jest Tony Sjoman, nowojorczyk, wspaniały artysta, sympatyczny człowiek. Tytuł jest zapisem chwili - tam naprawdę pachniało bardzo eleganckim, nieco staroświeckim, dżentelmenem.
The Shadow on the Other Side of the Street (Ten cień po drugiej stronie ulicy), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Fascynuje mnie kolor cegły. Nie wiem czy to przez moją nieskrywaną miłość do Hoppera, czy to przez to, że sama wychowałam się w wielkim domu z czerwonej cegły. Jako dziecko chętnie serwowałam dorosłym ceglane placuszki z domieszką błota. Ceglane kamienice z Nowego Jorku i New Jersey skradły moje serce i często pojawiają się w moich pracach.
The Heated Asphalt in Front of the Shop (Ten rozgrzany asfalt przed sklepem), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
W południowej Francji fajne jest to, że zawsze w pobliżu jest jakiś zamek. A tam gdzie jest zamek zwykle są lokalne winnice i sklepy z lokalnym jedzeniem. Oto jeden z nich. W kadrze nie widać zamkowego wzgórza, ale ono tam jest. Chateau Crussol wznosi się majestatycznie na skalistych zboczach, poniżej zaś umiejscowione jest zupełnie niestosownie i nieco poza kontekstem rozległe centrum handlowe, stacja benzynowa i McDonald. Razem tworzy to bardzo abstrakcyjny obrazek.
The Sound of Insects Hidden in the Grass (Ten dźwięk owadów ukrytych w trawach), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Moja ścieżka biegowa wzdłuż rzeki Rudawy (Kraków). Kiedyś naturalna. Dziś wybetonowana. Smutno mi, bo lubiłam tę ubitą ścieżkę. Na pamiątkę mam tę pracę.
The Snowflakes Melting on a Pizza Box (Te płatki śniegu na gorącym pudełku od pizzy), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Bardzo dobra pizza, polecam.
The First Smell of Autumn in the Mountains (Ten pierwszy zapach jesieni w górach), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Leśnica, na granicy Słowacko - Polskiej. Niedaleko wioski mieszka niedźwiedź, wszyscy wiedzą gdzie dokładnie i nikt tam nie chodzi. Fascynująca symbioza natury z człowiekiem.
The Migrating Birds II (Migrujące ptaki II), 2022, 42 x 29,5 cm, akryl na papierze.
Mam lekką obsesję na punkcie murmuracji. Murmuracje to symultaniczne loty tysięcy ptaków, uwielbiam na nie patrzeć. Obserwowałam je w Valence, bo miejscowość ta leży na szlaku przelotów szpaków. Przeczytałam gdzieś, że ta perfekcyjna synchronizacja stada ma źródło w matematycznym modelu: ptaki grupują się w siódemki, uzgadniając trajektorię swojego lotu z najbliższym sąsiadem. Odkrycie to posłużyło naukowcom do budowania modeli służących koordynacji grup latających maszyn, np. dronów służących gaszeniu pożarów.
Here Comes The Sun (Nadchodzi słońce), 2022, 29,5 x 42 cm, akryl na papierze.
Wracałam kiedyś z wakacji samochodem przez Słowację. Mijaliśmy fantastyczny rajd zabytkowych samochodów. Zrobiłam zdjęcia kilku z nich - są piękne. Mam do oldtimerów duży sentyment. Mój dziadek był mechanikiem i kochał autka - tak się do nich zwracał. Bardzo lubiłam przesiadywać u niego w garażu, choć było to bardzo zakazane.
