Prace na płótnach - komentarz autorki
Lubię myśleć, że żyjemy w świecie żywych mitów, że opowieści sprzed tysięcy lat są obecne w naszym życiu, choćby pod postacią namacalnych symboli. Często wplatam je w moją twórczość, widzę swoją rolę w przekazywaniu ich dalej i nadawaniu im nowych znaczeń.
Hidden (Ukryty), 2023, 70 x 90 cm, akryl na płótnie.
Praca w gastronomii nie jest mi obca. Znam kelnerskie rytuały i rytm życia miejsca, które otwiera się na klientów przychodzących wczesnym wieczorem i opuszczających lokal późną nocą. Restauracja staje się sceną dla ich emocji, teatrem przeżyć. Ten spektakl nie odbędzie się bez przygotowań, czynionych w pośpiechu, pomiędzy łykiem kawy czy szybkim papierosem.
Moment w którym młody kelner rozkłada popielniczki na stolikach podejrzałam pewnego wieczoru w Valence, francuskim miasteczku. Wbrew pozorom jest to praca z serii z Anubisem, jest ukryty w podmalówce, w tej mrocznej części obrazu.
Dear Old Friend (Stary dobry przyjaciel), 2024, 90 x 100 cm, akryl na płótnie.
Espeluche to malutkie francuskie miasteczko w regionie Owernia-Rodan-Alpy. Kiedy odwiedziłam je po raz pierwszy miałam wrażenie, że jest opuszczone. Nie spotkałam ani jednego mieszkańca. Mój chłopak powiedział: - “Chodź, pokażę ci domek czarownicy!” i zaprowadził mnie w głąb ślepej uliczki, którą zamykała rozpadająca się kamieniczka porośnięta bluszczem. Nie zmieniła się zbytnio od czasów, gdy był małym chłopcem, nadal stoi opuszczona. Teraz pewnie inne dzieci wyobrażają sobie, że mieszkała tu wiedźma.
Średniowieczne budynki z białego kamienia kryją swoje tajemnice przed przypadkowymi przyjezdnymi. Okiennice trzeszczą pod naporem wiatru. Miasteczko otoczone jest polami i lasami porastającymi wysokie wzgórza - tu zawsze mocno wieje. Na obrazie widać jedyny w mieście sklepik. Większość z kilkuset mieszkańców tej okolicy robi większe zakupy w dużym mieście, 10 kilometrów dalej. Ale po croissanty i papierową prasę przychodzą tutaj.
To zwykła Francja, obnażona z mitu piękna, bardziej autentyczna. Rolnicy uprawiają warzywa, które nie są piękne, za to bardzo smaczne. Są domy z zadbanymi ogrodami, ale są i takie gdzie na podwórkach kury zamieszkują karoserie zardzewiałych traktorów z lat 80-tych. Za domem rodziców mojego chłopaka rośnie ogromny krzak rozmarynu, bardzo ładnie pachnie na świeżo upieczonym chlebie czosnkowym.
Anubis with Heliotropium (Anubis z heliotropem), 2024, 80 x 100 cm, akryl na płótnie.
Miłość może mieć niszczycielską siłę. Przekonała się o tym nimfa Klytia, bohaterka klasycznego mitu opisanego przez Owidiusza w Metamorfozach. Klytia, na własne nieszczęście zakochała się w bogu Heliosie. On był dla niej słońcem, a ona zaś dla niego wyłącznie przelotnym flirtem, zwykłym situationship - dramat stary jak świat.
Kiedy Helios przerzucił swoje zainteresowanie na księżniczkę Leukotoe, zawiedziona i zrozpaczona Klytia doniosła o romansie ojcu księżniczki, sprowadzając na nią zgubę. Bardzo nieładnie, ale cóż, miłość odebrała jej rozum. Nie pomogło jej to w odzyskaniu Heliosa. Bóg Apollo postanowił ukarać Klytię i przemienił ją w heliotrop - fioletowy kwiat, który w ciągu dnia obraca się podążając za słońcem.
Lubię myśleć, że żyjemy w świecie żywych mitów, że opowieści sprzed tysięcy lat są obecne w naszym życiu, choćby pod postacią namacalnych symboli. Często wplatam je w moją twórczość, widzę swoją rolę w przekazywaniu ich dalej i nadawaniu im nowych znaczeń.
Prayer (Modlitwa), 2024, 80 x 100 cm, akryl na płótnie
Nie jestem wierząca, moje potrzeby duchowe zaspokaja kontakt z naturą. Morze na obrazie to Adriatyk. Lubię jego surowe wybrzeże, szczególnie zaś Półwysep Pelješac i wyspę Korculę.
Myślę często o wieczorze, który spędziłam z przyjaciółmi u starszego rybaka, od którego wynajmowaliśmy dom. Przygotował dla nas wyborną kolację - na stole było wszystko, co można było wyłowić z morza, z wyjątkiem ośmiornicy. Kiedy znajomi (smakosze owoców morza) zapytali o to, rybak kładąc rękę na sercu by podkreślić wagę swoich słów opowiedział: - “Oktopod intelligent. I don’t fish oktopod”. Tej nocy długo siedzieliśmy na tarasie wpatrując się w wodę lśniącą odbiciem księżyca. Pod powierzchnią ośmiornice budowały swoje królestwa.
Kinki Ramen I, 2024, 70 x 100 cm, akryl na płótnie.
Seria z Anubisem ma swoje wątki tematyczne: jednym z nich jest japoński wątek yōkai. Kto zetknął się z kulturą Japonii z pewnością je kojarzy - yōkai, mityczne stworzenia, potwory wywodzące się z tradycji ludowych. Figlarne i przynoszące szczęście tanuki, złośliwe, ale uprzejme kappy, długowieczne kitsune - lisy żyjące na granicy dwóch światów, nekomaty - koty z dwoma ogonami, ożywione sprzęty domowe - jak parasolkowy potwór, kasa-obake. Ta lista fantastycznych stworzeń wydaje się być nieskończona. Jedną z charakterystycznych cech yōkai jest ich liminalność, “bycie pomiędzy”. Istoty te zaludniają wszelkiego rodzaju pogranicza: skraj miasta, wzgórza pomiędzy wioskami, nurt strumienia oddzielającego od siebie pola ryżowe. Często pojawiają się o zmierzchu, w tej szarej godzinie, kiedy zwykłe rzeczy wydają się dziwne, a znajome twarze obce. Mieszkają na mostach i w tunelach, w przejściach i na progach - pisze prof. Michael Dylan Forster w swoim znakomitym opracowaniu “Yōkai” (edycja polska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego). Nic dziwnego, że Anubisowi było w końcu dane spotkać yōkai. W końcu mają wiele wspólnego.
W pracy “Kinki Ramen I” pojawia się Hyotokko - postać komiczna, w charakterystycznej chuście, z grymasem na twarzy. W niektórych regionach Japonii Hyotokko jest utożsamiany z bogiem ognia. Tu jest po prostu klientem restauracji - ramen na ostro jest jego ulubionym daniem.
Anubis with Anemone (Anubis z bukietem zawilców), 2024, 50 x 70 cm, akryl na płótnie
Anemōnē, łacińska nazwa zawilca, w grece oznacza “Córkę Wiatru”. Lubię te kwiaty, rosną praktycznie wszędzie, na całym świecie, nawet w bardzo chłodnych, górskich regionach. Zbierałam je w maju w Grecji, wiał meltemi, suchy, silny wiatr, który zmieniał kolory morza rozpędzając chmury. To co ciemne, stawało się szafirowe, nabierając słońca. Trawy szumiały, stąpając trzeba było uważać na jaszczurki i węże.
The Smell of Oranges (Zapach pomarańczy), 2024, 70 x 90 cm, akryl na płótnie
Niewiele jest w życiu ważniejszych pytań od: “co kryje się za następnym zakrętem? Może rozczarowanie, a może wielkie piękno? W przypadku tej uliczki, prowadzącej na szczyt wzgórza na greckiej wyspie Zakynthos za zakrętem, tuż za rogiem żółtej willi, kryje się zapierający dech w piersiach widok na Morze Jońskie.
W oddali majestatyczna Kefalinia ginie w błękitnej mgiełce. Powietrze pachnie pomarańczami.
After Hours (Po godzinach), 2023, 70 x 90 cm, akryl na płótnie
Motyw drogi jest mi bliski. Przydrożne bary, stacje paliw, restauracje szybkiej obsługi - to wszystko można znaleźć w mojej serii z Anubisem. Lubię jednak widzieć te miejsca nie okiem przyjezdnego, a okiem bywalca. Miejsca uśpione w czasie, zastana rzeczywistość małych miasteczek. Mogą być amerykańskie, jak w tym, inspirowanym serialem “Twin Peaks” obrazie, ale mogą być także polskie.
Miejsca, które skupiają społeczności ciekawią mnie, lubię w nich wyszukiwać fizyczne ślady ludzkich przyzwyczajeń: wytarte siedziska foteli, porysowane blaty stołów, inskrypcje w toalecie. Wyobrażam sobie przy tym stole bilardowym niejedną rozmowę o zawiedzionej miłości i tym jednym sąsiedzie, który zawsze kosi trawę kiedy planujesz uciąć sobie drzemkę.
Damn Fine Coffee (Cholernie dobra kawa), 2023, 40 x 50 cm, akryl na płótnie.
Serial “Twin Peaks”, ten oryginalny, duetu Lynch/Frost, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Zakorzenił w mojej głowie dużo obrazów, a ta, nietypowa dla mnie, martwa natura, jest dla tego filmu rodzajem hołdu. Artefakty: klucz do hotelowego pokoju, filiżanka z kawą z kultowego zajazdu RR, talerz z plackiem wiśniowym czekają na Agenta Coopera, który w swoim śledztwie kieruje się nie tylko rozumem, ale przede wszystkim sercem i intuicją. Jak ja, w malowaniu czy w życiu ;)
Nice Fishing Spot (Przyjemne łowisko), 2023, 40 x 60 cm, akryl na płótnie.
Malowanie bywa dla mnie formą eskapizmu. Tworzę na płótnie miejsce w którym chciałabym być i tam jestem. Wyobrażam sobie np., że z pomostu na jeziorze idzie się ścieżką przez pachnący igliwiem i jesiennym poszyciem las. W głębi na polanie stoi mój mały drewniany dom, wybudowany za tantiemy literackie z książek, które napisałem - bo w tym marzeniu jestem mężczyzną, emerytowanym pisarzem powieści sensacyjnych. Na kolację smażę złowione ryby i jem je, popijając dobrym białym winem, a potem długo czytam książki (nie swoje) i słucham muzyki z płyt winylowych (pewnie jakiś jazzik). Wizja śmierci mnie nie przeraża, bo liczy się tylko tu i teraz. Ewentualnie wspomnienia.
Anubis in Red Motorboat (Anubis w czerwonej motorówce), 2023, 50 x 70 cm, akryl na płótnie.
Bardzo lubię duże, leniwe rzeki. Zwłaszcza w tych miejscach gdzie wymykają się miastu i kończą się wyregulowane brzegi. Mieszkając we francuskim miasteczku Valence lubiłam chodzić na spacer nad Rodan - najpierw bulwarami, pod osłoną platanów, potem dziką drogą wzdłuż rzeki. Czasem widywałam motorówki. Fale, które pozostawiały układały się w piękne wzory na powierzchni wody, w zależności od głębokości i wiatru. Motorówki już dawno nie było widać, a fale dalej były. W końcu nikły. Rzeka płynęła dalej. Wyobrażam sobie, że tak samo dzieje się z naszą pamięcią.
