Uroda przeszłości

Tekst: Małgorzata Baranowska

Bogna Gniazdowska znalazła własny, oryginalny sposób na malowanie przeszłości. Uprawia ciekawe malarstwo historyczne. Bo cóż to jest, te liczne portrety składające się na panoramę przeszłości? Co to za rekwizyty pojawiają się na jej obrazach? Żeby się przygotować do malowania, Matejko korzystał z przedmiotów z epoki. Kolekcjonował je. Ale mamy wiek XXI i Gniazdowska ma częściej do czynienia z dokumentami takimi jak fotografia. A przede wszystkim chce mieć z nimi do czynienia. I jest kolekcjonerką. Przeciąga bohaterów do swego świata zgodnie z własną wizją i prawdopodobieństwem występowania odpowiednich kolorów w tamtym, zaginionym świecie.

Bogna Gniazdowska Bogna Gniazdowska

Fotografia Podoficerska stołówka - jeden w albańskiej czapce. Malarka zmultiplikowała go i nadała mu płonący kolor wzmocniony przez pomarańczowożółte tło. Czy my, z Północy, tak widzimy Bałkany?

To malarka portretów, do których modelami stają się portrety. W przypadku namalowanej przez Gniazdowską „kolekcji Kotika” stajemy twarz w twarz z portretami poszczególnych ludzi sportretowanych już kiedyś przez Kotika w fotografiach zbiorowych. Malarka wychodzi naprzeciw marzeniu wielu ludzi, żeby spotkać tych z dawnych fotografii, żeby ich policzki się zaróżowiły, a naszywki i hafty nabrały barw. Aż się prosi, żeby te zdjęcia „pokolorować”. Żeby ich tak wszystkich naraz zobaczyć. I Gniazdowska stara się to zrobić. A potem ostrożnie wyjmuje niektórych i przenosi przez czas. Żaden czepek nie spada z głowy, nie mówiąc oczywiście o oficerskiej czapce. Do naszej współczesności został wciągnięty nawet jakiś biały pies. Dla mnie Gniazdowska jest malarką duchów. Do tego realistką. Połączenie niemożliwe? A jednak.

Bogna Gniazdowska Bogna Gniazdowska

Mateczki wojenne, w czasie Wielkiej Wojny zjawisko bardzo rozpowszechnione, wyszły tutaj z fotografii Kotika Belgrad ochronka, by okazać swoje różne statusy – pani gołogłowa, pani kapeluszowa, kobieta czepcowa.

Wcale nie jest łatwo malować czas. I to po rzeszy dawnych malarzy. Przeszłość dostępna jest nam tylko jako zagadka przestrzeni i czasu, jako wyłaniający się cień, jako ledwie uchwycone zarysy. Tak niewiele zostaje. A przecież nie można się też nadziwić, że zostaje aż tak wiele. Brak już ludzi, ale przetrwały dokumenty. Rozpadły się cesarstwa i królestwa, a niektóre portrety i fotografie pozostały. Mnóstwo nie ma żadnego podpisu. Na fotografiach – komuś bliscy, przez kogoś kochani, nieznani przodkowie naszych sąsiadów, nas samych, może mieszkańcy dalekich krain.

Bogna Gniazdowska Bogna Gniazdowska

Fotografia Centrala wydaje się dla nas wyjątkowo już pociągająca i malownicza. Starożytnie wyglądające słuchaweczki nasłuchujących i stukających swoje tajemnicze telegramy przenoszą w epokę lepiej nawet niż mundury. To obrazy Podsłuch i Centrala.

Ukochane przez przodków zdjęcia grupowe mają nieraz wspólny podpis. Ale nie poznajemy imion poszczególnych osób. Tłum postaci w sepii, w czerni i bieli, a raczej w szarości i rozbielonej szarości, z natężeniem się w nas wpatruje. To spojrzenie ludzi, którzy zmuszeni byli pozować znacznie dłużej, niż my to zazwyczaj robimy, ludzi czujących, że czas ma swoją słuszną wagę.

Bogna Gniazdowska Bogna Gniazdowska

Wojna trwa. W sposób naturalny chłopcy w mundurkach ochronki z fotografii Belgrad ochronka na obrazie Pobór dostali się do świata dorosłych.

Nie ma portretów bardziej poważnych niż fotografie z Wielkiej Wojny, zwanej teraz I wojną światową. Reinhard Enenkel udostępnił Gniazdowskiej będący w jego posiadaniu wspaniały zbiór zdjęć pewnego Czecha, fotografa wojennego, Kotika. A ona, jako prawdziwa malarka XXI wieku, dla której wyraźnie czas nie jest jednoznacznie liniowy, stworzyła im jakieś niespodziewane przęsło czasu i umieściła tu, przed nami. Sama o sobie mówi, że „przepowiada przeszłość”. A więc jak prawdziwy jasnowidz widzi duchy? Coś w tym rodzaju. Ale ona je nie tylko widzi poprzez medium fotografii, nie tylko od dość niedawna wpatruje się w nie na monitorze komputera, korzystając z błogosławieństwa powiększeń, jak przedtem czyniła to za pomocą lupy. Ona je także maluje.

Bogna Gniazdowska Bogna Gniazdowska

Co można dostrzec na fotografii Cywilni sanitariusze. Szpital Belgrad? Nikt nie ma wątpliwości, że to anioły. W interpretacji Gniazdowskiej jedna z wolontariuszek zamienia się w Aniołka na szczęście, a rama staje się zapisem głębi czasu.

Portretuje ludzi zupełnie jej nieznanych i dawno zmarłych. Wchodzi do ich szarego świata i czasem przyzostaje w szarości. Ale tutaj przenosi ich do świata kolorowego, wraz z rekwizytami z epoki. Jakimi? Idzie o ubiór. To jeszcze okres mundurów z licznymi kolorowymi dodatkami, z różnorodnymi czapkami, niezliczonych rozróżnień za pomocą kształtów, kolorów, dodatków, naszywek, nawet pióropuszy, a także kobiecych czepków, chustek, haftów, kapeluszy - dawno zaginiony alfabet ludów, zawodów, stanowisk w cesarstwie austrowęgierskim.

Wszyscy z tamtych fotografii myślą z dumą, że ich wizerunek przetrwa. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że dla wielu to pierwsza fotografia w życiu. I często także ostatnia. Ale nikt z nich ani nikt z nas nie spodziewał się, że w XXI wieku ujrzy ich malowane portrety. Wizja Gniazdowskiej jest już w pewnym sensie masowa i demokratyczna. Wszyscy zrównani w swej bezimienności. Żadnego wrażenia nie robi na niej oficerskie nazwisko arystokratyczne z fotografii „9 korpus”: „Graf Kinsky zu Wichinitz und Pettau”. A przecież z tą rodziną spokrewniony był przez matkę książę Józef Poniatowski. Dla malarza dziewiętnastowiecznego, wychowanego na „historii królów”, miałoby to znaczenie pierwszorzędne. Gniazdowską bardziej interesują same twarze i dystynkcje, jak w obrazie „Słup graniczny”, a nawet przyjaźń z psem, jak w „Przyjaciołach”. Bardzo ciekawy jest obraz „Słup graniczny”, na który składa się osiem portretów z fotografii „9 korpusu” wpisanych w skośne, czaro-żółte pasy słupa granicznego. Wszystko daje wrażenie bardzo nowoczesne, mimo że czas I wojny świetnie się w tym odbija.

Malarstwo Gniazdowskiej zaspokaja marzenia o tym, żeby pamięć historyczna i pamięć „po prostu” nie tylko trwała, ale i mogła się nam objawiać w sposób materialny. Uroda obrazów to prezent dodatkowy.



Wybrane prace

zobacz wszystkie