Tekst: Małgorzata Czyńska
Kilka lat temu syn Rafała, Michał, postanowił nakręcić film o malarzu, o narodzinach obrazów. Stali razem nad rzeką i rozmawiali o sztuce. I wtedy Rafał powiedział, że w jego malowaniu wcale nie chodzi o żmudne godziny spędzone w pracowni, że nie trzeba tego pokazywać, bo tak naprawdę wszystkie swoje obrazy trzyma na dnie własnej rzeki. Wystarczy tylko zanurzyć się w lodowatej wodzie, zanurkować w brudnym mule i jedno po drugim układać na brzegu świetliste płótna. Zapamiętał dobrze słowa mistrza Matisse`a, o tym, że sztuka nie może być katorgą, że trzeba zapomnieć o wszystkim co się wie, co się umie, i sięgnąć po obraz w głąb siebie, jak do studni. Rafał tak właśnie wyobrażał sobie zawsze Matisse`a - jak w słonecznym ogrodzie w Nicei wrzuca wiadro do studni i wyciąga ferie barw. Może dlatego tak go lubi – za obrazy, i za tę opowieść.
I tak ta piękna metafora pracy artysty, stała się inspiracją filmu Bajka o malowaniu: Rafał stoi na wzgórzu i naciąga płótno na gigantyczne blejtramy i nagle ogromna bela płótna zaczyna się staczać, coraz szybciej i szybciej, rozwija się jak warkocz komety i pędzi przez drewniany mostek, oplata wiejskie chałupy, mija pola i las, aż w końcu wpada do rzeki. I wtedy malarz wchodzi z blejtramami do tej rzeki, zanurza dłonie w wodzie i odnajduje na dnie gotowe obrazy. Z tą ostatnią sceną był kłopot
- wspomina Rafał - żeby ją nakręcić musieliśmy wcześniej naprawdę zatopić moje obrazy. Za pierwszym razem kamienie, którymi je obciążyliśmy okazały się zbyt lekkie. Po chwili obrazy wyskoczyły na powierzchnię i popłynęły z nurtem jak kolorowe wianki
.
Obrazy z dna rzeki, to tak naprawdę obrazy wyciągane z głowy, z pamięci, z miłości do malarstwa. Rafał Kostrzewa świetnie zna historię sztuki, i mówi, że właśnie ta wiedza zmusza go do malowania. Z wirtuozerią żongluje cytatami z obrazów kubistów czy fowistów. Uwielbia awangardy XX wieku – artystyczne rewolucje, bohemę, anegdoty i zieleń absyntu – ta epoka inspiruje go najmocniej.
Już w dzieciństwie napatrzył się na Picassa, Legera, Bonnarda i Rousseau. Uciekał na wagary do Ermitażu, godzinami przesiadywał w salach Matisse`a. To, co zobaczył, utkwiło w nim tak głęboko, że teraz malując może przymykać oczy na rzeczywistość. Moje modelki to obrazy
– mówi Rafał – Malowałem niebieski obraz – moja dziewczyna jest niebieska. Malowałem zielony obraz – moja dziewczyna jest zielona. Światło i kolor ciągle się zmienia. Maluję
.
Malarski świat Rafała zamieszkują niezmiennie młode i piękne kobiety, smukli mężczyźni, a ich szczęścia dopełniają ptaki i zwierzęta, rośliny i owoce. W ramach obrazu otwierają się jakieś abstrakcyjne i eteryczne byty, daleko wykraczające poza naszą codzienność. Muzykanci i magicy, tancerki i odaliski, kochankowie – bohaterowie Kostrzewy są zmysłowi, a ich świat hedonistyczny ale i podszyty melancholią.
Rafał często przenosi się ze swoją pracownią w plener, do ogrodu, maluje na powietrzu, w pełnym świetle dnia. To dlatego jego obrazy tak grają kolorem – czystością nasyconych jaskrawych barw.
Najnowsze obrazy z serii Święto wiosny też powstały w ogrodzie, w atmosferze budzącej się zieleni i zapachu ziemi. To, że nie widać na nich przyrody, nic nie znaczy. Dla Rafała przyroda to przestrzeń, zwierzęta, ucieczka od zgiełku miasta. A nam pozostaje czerpać zmysłową przyjemność z patrzenia na obraz. Może właśnie taka powinna być pointa bajki o malowaniu.